No to z braku perspektyw na…

No to z braku perspektyw na jazdy powspominajmy sobie jeszcze trochę żużla. Ostatnio była Bydgoszcz więc zostajemy w moim rodzimym regionie, nawet przenosimy się do mojego rodzinnego miasta. Zapraszam do Torunia, do roku 2003. Dokładnie do piątej kolejki rundy zasadniczej kiedy do ogłoszonego Dream Teamem Apatora przyjechał coraz śmielej poczynający sobie Włókniarz Częstochowa. A dlaczego wybrałem ten mecz? Nie tylko dlatego, że 17 lat temu był to hit kolejki, ale o tym na koniec.

Dlaczego w ogóle nazwałem drużynę toruńską Dream Teamem? No cóż, w Grodzie Kopernika balonik zaczął być pompowany jeszcze przed sezonem. Do Będących w składzie aktualnego IMŚ, Rickardssona, Jagusia, Bajerskiego dołączyli Sawina (tworząc z Bajerskim żółto-niebieski team Real – od nazwy sponsora), aktualny wicemistrz globu Crump, oraz Protasiewicz. Do tego młody Miedziński i Marcin Jaguś jako juniorzy. Mając taki skład podopieczni Jana Ząbika mieli tylko jeden cel na ten sezon, przynajmniej w oczach kibiców. A zwłaszcza na ten mecz. Wszyscy liczą aż w końcu cały skład odpali (Rickardsson coś bladł jadąc w jednej drużynie z Crumpem, podobnie PePe notował słabsze występy). Niedawna porażka we Wrocławiu na pewno motywuje do tego aby odkuć się na swoim, i juz ona spowodowała, że na nadmuchanym baloniku zaczęły pojawiać się rozstępy i lepiej było powoli zatykać uszy.

No to teraz troszeczkę o Częstochowie. Któż to taki przyjeżdżał mierzyć się z krajową i światową czołówką na obiekcie im. M. Rose przy Broniewskiego? Top Secret Włókoniarz Częstochowa desygnował (a jakżeby inaczej) Holtę, Walaska, Ułamka, Jonssona, Sullivana oraz Pietraszkę i Czerwińskiego na pozycjach juniorskich. Skład na tamte czasy równie imponujący. Jonsson świeżo po wypadku, nie całkiem chyba jeszcze pozbierany, o czym mogło świadczyć to, że do składu wskoczył w ostatniej chwili zastępując Przemysława Dądelę, Sullivan mający spore kłopoty sprzętowe w tym sezonie, ale za to rozkręcający się Walasek i obiecujące punkty młodego Czerwińskiego pozwalały myśleć o wywiezieniu dwóch punktów z Torunia, zwłaszcza po udanych meczach w Bydgoszczy i Pile.

Nastroje przed meczem były takie, że kibice toruńscy byli pewni zwycięstwa, a częstochowscy nieśmiało liczyli na utarcie nosa rywalom.

Mecz przypadł na dość upalny dzień po deszczowej sobocie. Pierwsze trzy biegi zwiastowały masakrę gości spod Jasnej Góry. Tylko Sullivan był w stanie zdobyć punkty na gospodarzach i dało to wynik 13:5. Następne cztery biegi i regeneracja Lwów. Sullivan w tym czasie pojawił się już trzy razy na torze (raz jako taktyczna) i po 7 biegach zniwelowano rozmiary porażki do wyniku 23:19. Dochodzimy do biegu ósmego który spowodował, że akurat ten mecz wybrałem na wspominki.

Pod taśmą stanęli: Ułamek i Jonsson z Włókniarza, oraz Protasiewicz (za Bajerskiego) i Sawina z Apatora.

Ale nie to się w sumie teraz liczyło. Liczyło się to, że po pierwszej serii biegów na stadion przy Broniewskiego na pierwszy łuk wjechała dostawcza chłodnia z paletami jogurtów (ech, piękne to były czasy kiedy każdy nadal robił wszystko na gębę i jak chciał), które rozdawano kibicom za darmo i nikt nie pytał w sumie dlaczego. Ludzie brali całe zgrzewki lub kilka i uśmiechnięci wracali na ławki, a zainteresowana reszta biegła aby też się załapać. Musze powiedzieć, że pamiętam, że ja również je brałem, ale nie pamiętam ani marki ani nawet tego czy były dobre, z resztą chyba nawet ich nie otworzyłem bo bałem się, że się upaćkam. Tak więc zamiast tradycyjnej kiełbachy i piwa mogliśmy zobaczyć kibiców opijających się jogurtem! I akurat przed ósmym biegiem ktoś przytomnie zauważył, że te jogurty były za darmo, bo ich termin ważności upłynął przed kilkoma dniami, więc mieliśmy teraz na trybunach kilkaset przeterminowanych jogurtów z którymi nikt nie wiedział co zrobić. Do tego mieliśmy mnóstwo sfrustrowanych tym faktem kibiców.

Ale ruszył ósmy bieg. Protasiewicz z Jonssonem na pierwszym wirażu sczepili się motocyklami i doszło do upadku. Biorąc pod uwagę wynik meczu przechylający się na korzyść gości, zdenerwowanie z powodu wypicia przeterminowanego nabiału oraz fakt, że trzeba teraz gościowi pokazać co tu grozi za ataki na naszych… kibice zaczęli rzucać jogurtami w leżącego na łuku Jonssona! Zdezorientowany zawodnik nie do końca wiedział co się dzieje! Od tego biegu kibice toruńscy tak właśnie postanowili wyrażać swoje niezadowolenie, i tak w kolejnych biegach jogurtami po biegu obrywa np. miejscowy Jason Crump za jazdę poniżej oczekiwań! Mimo nawoływań spikera i upomnień sędziego kibice dalej, choć już nie tak ochoczo, rzucali na tor kubki. Większa seria poleciała ponownie w Crumpa po 14 biegu kiedy wspólnie z Sawiną zaprzepaścił odrobione wcześniej punkty i dali się przywieźć na 1:5. Ostatnie sztuki poleciały po 15 biegu kiedy to Włókniarz przypieczętował (a właściwie Holta to zrobił) zwycięstwo w Piernikowym Mieście.

Balonik z napisem “Dream Team” pękł w Toruniu z hukiem, ponadto okazało się, że miał w środku przeterminowany jogurt który rozlał się wszędzie i brzydko pachnie. Kibice zaczęli się domagać dymisji trenera Ząbika, który jednak poprowadził toruńską drużynę do końca sezonu, do finału DMP który miał miejsce w Częstochowie i w którym Włókniarz ostatecznie udowodnił, że dwóch mistrzów świata w drużynie przeciwników nie robi na nich wrażenia.

#zuzel #torun #czestochowa