1999, Bydgoszcz, stadion…

1999, Bydgoszcz, stadion Polonii, finał Indywidualnych Mistrzostw Polski na żużlu. Ciepły sierpniowy dzień, bieg finałowy rozrywany już późnym wieczorem przy blasku reflektorów.

Faworyt, mimo takich nazwisk jak Protasiewicz, Drabik, Krzyżaniak, był tylko jeden – Tomasz Gollob. Nie co się dziwić, rok wcześniej ustąpił miejsca na podium tylko swojemu bratu, a w jeszcze poprzednim turnieju na Bydgoskim torze w 1993 był właśnie on, król tego owalu który nikomu się tu nie kłania, a nawet jeśli to robi to niesamowicie rzadko.

20 biegów, kto zdobędzie najwięcej punktów wygrywa. Beż żadnych biegów finałowych, twarda walka o totalną dominację nad rywalami. Już w połowie zawodów widać było, że to właśnie zawodnicy bydgoskiej Polonii zdominują ten turniej. Po trzech wyścigach Gollob miał na swoim koncie komplet 12 punktów, drugi był młody, rozpoczynający seniorską karierę Protasiewicz, który miał na koncie 11 oczek (2, 3, 3). W czwartym biegu obaj stawali pod taśmą.

Należy tu nadmienić, że mimo faktu, że Gollob i popularny PePe byli wtedy kolegami z jednej drużyny to nie pałali do siebie sympatią i nie ukrywali tego. Z resztą powiedzieć właśnie, że „nie pałali do siebie sympatią” to jak nic nie powiedzieć jeśli chodzi o ich relacje w tamtym czasie.

Tak więc bieg czwarty finału IMP i Protasiewicz udowadnia, że nie zamierza odpuszczać walki to tytuł i starcie z głównym pretendentem do tytułu Mistrza Świata wygrał dość pewnie. Wyrównało to punktację obydwu zawodników. Tak więc decydujące będzie utrzymanie nerwów w swoich ostatnich wyścigach. Protasiewicz najpierw pokonuje Dadosa i Sawinę (Jaguś defektuje), a następnie Gollob radzi sobie ze swoim bratem Jackiem i Drabikiem (defekt Rempały). To oznacza bieg dodatkowy.

Pod taśmą ustawiają się dwaj najwięksi rywale z toru, koledzy z drużyny, drużynowi mistrzowie polski, z których jeden ma ochotę rozpocząć wiek seniorski z pompą, a drugi potwierdzić, że on w tym roku nie ma sobie równych. Protasiewicz z pierwszego pola, Gollob z 3. Jeszcze przed startem dramat PePego, jego motocykl defektuje przy próbie startu. Zdesperowany zawodnik przejeżdża przez środek toru a mechanicy szybko podstawiają mu zastępczą maszynę na której Piotr na czas zdąża pod taśmę. Sędzia puszcza taśmę a obaj żużlowcy równo wychodzą ze startu. Na wejściu w łuk szybszy jednak Gollob, który wysuwa się szerzej aby tam szukać prędkości na wyjściu z wirażu. Protasiewicz próbuje to wykorzystać poszerzając tor jazdy i próbując wypchnąć Tomka, jednak nie udaje mu się to. Na wejściu w drugi łuk jest już między nimi motocykl różnicy. Gollob pewnie mknie przed siebie środkiem toru a Protasiewicz po wewnętrznej zwleka ze złożeniem się w łuk aby nabrać jak najwięcej prędkości przez co wchodzi piką przed swojego rywala o centymetry unikając podcięcia go swoim tylnym kołem. Przez to Gollob zaczyna wyłamywać swoją maszynę a Protasiewicz niesiony prędkością wysuwa się szerzej. Wyjście z łuku bardzo blisko siebie, Protasiewicz rozpędzony będzie musiał szukać miejsca i prędkości pod bandą na prostej, co Gollob doskonale wie i dlatego dojeżdża jak najbliżej płotu nie zostawiając PePemu miejsca i zahaczając go swoim tylnym kołem. Protasiewicz upada na wysokości startu. Podnosi się natychmiast i patrzy w kierunku sędziego z rękami uniesionymi w górę w geście bezradności. Bieg oczywiście jest przerwany, ale każdy wie, że sędzia Pieńkowski nie ma możliwości powtórzenia go, tu trzeba kogoś wykluczyć. Czy Gollob podciął Protasiewicza wyprzedzając go, czy Protasiewicz wjechał w tor jazdy Golloba? 25 sekund po wypadku decyzja zapada – Gollob wykluczony, nowym Indywidualnym Mistrzem Polski zostaje Piotr Protasiewicz.

Jeden z bardziej kontrowersyjnych tytułów IMP w historii. Do dziś, wielu kibiców zapytanych o to co tak naprawdę miało tam miejsce nie jest zgodna. Jedni powiedzą, że Gollob został słusznie wykluczony skoro podciął, drudzy, że Protasiewicz dobrze wiedział że jest wolniejszy i sprowokował swój upadek swoją jazdą pozbawiając Golloba tytułu.

Co ciekawe, Ci sami zawodnicy spotkali się ponownie w biegu 3. finału Złotego Kasku i ponownie doszło do upadku. Gollob zahaczył na wejściu w łuk o Pawliczka i spadając z motocykla wjechał w Protasiewicza co obu pociągnęło w kierunku twardej bandy (o dmuchanych można było wtedy marzyć). Ciało Golloba bezwładnie przeleciało ponad ogrodzeniem, a odniesiona kontuzja uniemożliwiła mu sięgnięcie po tytuł indywidualnego mistrza świata 1999. Na jego zdobycie będzie musiał czekać 11 lat. Po kolejny tytuł IMP sięgnie jednak już w 2001 roku, znów na stadionie Polonii Bydgoszcz. Protasiewicz już nigdy później nie stanie na najwyższym stopniu podium tych rozgrywek, tytuł z 1999 pozostaje jego jedynym.

A cały bieg finałowy można obejrzeć tu: https://www.youtube.com/watch?v=MqfyLDUdiVY

#zuzel #bydgoszcz